piątek, 11 października 2013

targi beauty forum (28-29 września 2013)

targi. wiem że właściwie teraz powinna się pojawić relacja ze spotkania lakieromaniaczek, ale tak pomyślałam, że przecież wcześniej były targi, a ja nadal nie pokazałam co na nich kupiłam. choć tak naprawdę jest tego zdecydowanie za dużo. i tu Wam coś powiem, jeśli nie macie silnej woli (jak ja) i wydacie ostatnie grosze na lakiery, to nie idźcie na 2 dni targów. ja popełniłam ten błąd. miałam kupować tylko jednego dnia, ale tak się nie da! tyle maluszków patrzyło na mnie... MA SA KRA. gdybym poszła tylko jednego dnia, przyniosłabym ze sobą o połowę mniej. no ale poszłam na oba dni i tak to się skończyło... 
proszę bardzo, moje zakupy (wiem, wiem, że jest tego dużo, nie musicie tego pisać i mnie dobijać :P)

najpierw zdjęcie zbiorowe, żeby nie było. choć i tak zapomniałam o kilku buteleczkach. a i dodam jeszcze, że kupiłam jeszcze między innymi 2 saviny, tylko już poszły na wyprzedaży.
a tutaj już po kolei. orly. od lewej glowstick, elation generation, peaceful opposition, miss conduct, white out
OPI. lights of emerald city, a woman prague-ative, get your number
essie. cashmere bathrobe, rock the boat, sunday funday, the girls are out, chastity, check-up
różności, czyli: kabos crazy dots 128, kabos 513 (piasek), precision - twinkle toes, zoya - carter (piasek), miniaturka mollon pro - 8
flormar. niby są ich wysepki w warszawie, ale jakoś do żadnej nie mam blisko. poza tym podobno jeszcze ich nie ma w sprzedaży (a przynajmniej nie było, jak były targi), więc jestem usprawiedliwiona :P
od lewej: icy top it01, glitter gl01, black dot bd02
color club: wham! pow!, mrs. robinson, china glaze: paper chasing, always a bridesmaid, ooh lala peach pearl (2 ostatnie są dla mamy ;) )
i savina - sparkling water, którą zapomniałam obfocić razem z resztą ;)
i jeszcze trochę pierdółek. pomadka i bransoletka z mollona, które dostałam razem z miniaturką czerwonego lakieru numer 8, naklejki OPI, które dostałam przy kupnie lakierów, suchy szampon batiste i próbka balsamu
to by było na tyle. więcej grzechów nie pamiętam...

jesteście czegoś szczególnie ciekawi? :)

a, dodam jeszcze (tak w ramach małego usprawiedliwienia), że na targach kupuję rzeczy, do których przeważnie nie mam dostępu. poza tym co do tych droższych lakierów, naprawdę prawie zawsze czekam z nimi na targi i w ciągu roku zwyczajnie ich nie kupuję. no. to dlatego tyle tego jest :P kropka.

poniedziałek, 7 października 2013

catrice - c03 sunny side (LE l'afrique, c'est chic)

już po Pierwszym Spotkaniu Lakieromaniaczek, więc teraz wracam do żywych. zaczynam odpalać komputer, wybierać zdjęcia, robić zdjęcia :P dziś np. obfociłam moje zdobycze z targów beauty forum (uświadamiając sobie ile ja tego kupiłam...), więc niedługo Wam je pokażę. niebawem możecie się też spodziewać relacji ze spotkania. kiedyś będę musiała się za to wziąć ;)

ale dziś obiecany piasek z najnowszej limitki catrice. limitka to l'afrique, c'est chic. trudniej już nie mogło się to nazywać :P w każdym razie wszystkie lakiery z tej kolekcji to piaski i to dość nietypowe, dlatego musiałam je kupić :P a ten to już w ogóle! od kiedy zobaczyłam go w necie wiedziałam, że musi być mój. i jest. co prawda jest inny niż piaski z którymi miałam dotąd do czynienia, ale to też mi się w nim podoba. po wyschnięciu jest błyszczący. w buteleczce widzimy mieniące się jasne drobinki, ale na paznokciach ich nie ma. wydaje mi się, że są to po prostu piaskowe ziarenka w tym lakierze (coś jak brokat przyklejający się do ścianek buteleczki). nałożyłam 2 warstwy, z czego druga była dość gruba i niestety wtedy paznokcie długo schły, a tekstura nie do końca się uwydatniła. paznokcie malowałam wieczorem, a zdjęcia robiłam rano, więc na zdjęciach są suche. tam gdzie było najwięcej lakieru powstało coś dla mnie glutowatego, tzn piaskowego, ale jednak glutowatego (nie w dotyku, ale wyglądzie). jak to określiła Chilli - kaszka manna  :P (mówiąc kiedyś o piasku pierre rene), jednak ta glutowatość nie przeszkadzała mi jakoś bardzo. chociaż na drugim ręku miałam cieńsze warstwy i bardziej mi się to podobało. więc generalnie polecam nakładać go cienkimi warstwami :) ale ogólny efekt i tak jest ciekawy. inny! dostaniecie go za około 10zł w drogeriach Natura (które mają szafę catrice). dodam jeszcze, że trzymał się na moich paznokciach 2-3 dni, ale to już kwestia bardzo indywidualna :)

światło dzienne, SH miracle cure, 2 warstwy catrice - sunny side, bez topu
na lewym ręku widać, że lepiej sprawują się cieńsze warstwy. piaskowa tekstura jest wtedy lepiej widoczna no i wydaje mi się, że ogólnie lepiej się to prezentuje ;) także zalecam cienkie warstwy ;)
no i ta buteleczka! zakrętka!!
jak Wam się podoba? :) dla mnie jest świetny. inny i oryginalny :)

no i nadal zapraszam wszystkich na moją wyprzedaż! :D trwa nieustannie ;) link O TU (klik)

wtorek, 1 października 2013

aktualizacja wyprzedażowa!

czyli o tym jak Zuzia stwierdziła, że ma zdecydowanie za dużo lakierów i niektórych zupełnie nie używa. zapraszam do zakładki WYPRZEDAŻ >>>>>>>>klik<<<<<<<<
trafiło tam około 60 lakierów, więc myślę, że warto zajrzeć ;)

sobota, 28 września 2013

GN - #1 feather nail polish (piórka)

dziś będzie o lakierze piórkowym. i to nie byle jakim, tylko takim, który przyleciał do mnie z Hong Kongu! stwierdziłam, że warto go wypróbować, tym bardziej, że nieco różni się od standardowych piórek. ale od początku... jest to lakier firmy GN ze sklepu Born Pretty Store. standardowo znajdziecie go w dziale nail art, a dokładniej o TUTAJ (klik). w przezroczystej morskiej bazie znajdziemy cieniutkie białe (matowe) brokatowe paseczki, ale dodatkowo (coś co nie jest standardem dla piórek) także drobny brokat w dwóch rozmiarach. większe drobinki są zielone i mieniące się jak zielone flackies, a drobne tylko mieniące. jak dla mnie jest to dość oryginalne połączenie. i wygląda całkiem ciekawie :) jednak jak dla mnie najlepiej wygląda na czarnej bazie. później będzie też na innych kolorach ;)
długo zostaje plastyczny, więc warto nałożyć na niego jakiś szybkoschnący top. przyda się on także, żeby wyrównać powierzchnię, bo piórka potrafią nieco odstawać. a ja mam wtedy tendencję do ich skubania lub zdrapywania :P także polecam nałożenie topu ;)

światło dzienne, SH miracle cure, 1 warstwa my secret 121, 1 warstwa GN #1, palce wskazujący i środkowy - 2 warstwy kwika, serdeczny i mały bez topu
tak lakier wygląda sam. 2 warstwy bez topu. nakłada się dość grubymi warstwami, bo jest glutkiem, co tu dużo mówić. ale jak na taką konsystencję rozprowadza się całkiem nieźle ;)
starałam się jakoś pokazać chropowatość piórek bez topu. paznokieć po lewej z topem, po prawej bez (ale nie wydaje mi się, że widać tą chropowatość :P za to widzicie drobinki w powiększeniu)
i na koniec jak te morskie piórka prezentują się na innych kolorach:
od kciuka: kiko - 295, bell glam wear - 513, bell air flow (biedronka, nie pamiętam numeru), lovely uv shine  - 7, barry m - greenberry

moim zdaniem ten lakier najlepiej wygląda na czarnym tle. solo raczej bym go nie nałożyła, chyba że w formie akcentu (a wiecie, że ja lubię jak się błyszczy i jak brokat to przeważnie na wszystkich paznokciach :D)
a co Wy o nim sądzicie? ja jestem naprawdę mile zaskoczona :)

i oczywiście robiąc zakupy w sklepie BPS nie zapomnijcie użyć mojego kodu zniżkowego APBQ10, który uprawnia Was do 10% zniżki :)

czwartek, 26 września 2013

pędzle do zdobień z Born Pretty Store (nail art design brush set)

pędzle pędzle pędzle. kiedy miałam możliwość wybrania sobie kilku produktów ze sklepu Born Pretty Store i zauważyłam te pędzelki, stwierdziłam, że muszę je mieć. bo tak naprawdę wszystkie wzorki, które robiłam do tej pory robiłam moim pędzelkiem zrobionym ze starego eyelinera (a raczej jego pędzelka :P). także rozumiecie. był fajny, ale stwierdziłam że pora na coś bardziej profesjonalnego. mam jeszcze cienki pędzelek z essence. wydaje mi się że nie ma go już chyba w sprzedaży (?). ale nie jest idealny i jakoś niespecjalnie go lubię. więc musiałam sprawić sobie coś nowego.
ten zestaw pędzli znajdziecie w sklepie BPS w dziale nail art, a dokładnie o TU (klik). kosztują niecałe 6$, więc myślę, że warto je kupić. gdy myjemy je w zmywaczu, nic im się nie dzieje. są porządnie wykonane. i te ich metalowe części trzymające pędzelek są przyklejone do trzonka. bardzo się z tego cieszę, bo np. mojej sondzie z essence zdarzyło się ostatnio odpadnięcie takiej końcówki od jej trzonka... (co trochę mnie wkurza).
w zestawie z BPS jest 15 pędzli, a właściwie 14 pędzelków i 1 sonda z maluteńką końcówką. bardzo się z niej cieszę, bo takiej końcówki właśnie mi brakowało :) niestety "pędzle" nie są podpisane, ale od czego jest czas wolny :P więc podpisałam je sama. są zrobione z 3 rodzajów włosia - białego, pomarańczowego i brązowego. białe jest najbardziej sztywne. a brązowe i pomarańczowe są bardzo podobne. w zestawie 2 pędzle są takie hm... nazwę je wachlarzowe, jest też 5 cienkich (z czego 3 długie) i 7 płaskich o różnych kształtach i rozmiarach. mam wrażenie że kilka z nich jest do siebie podobnych, ale myślę, że wszystkie kiedyś się przydadzą. 
no a teraz pora na zdjęcia :) postanowiłam wypróbować pędzelki na kartce, ale też na paznokciach, bo wiadomo, że to trochę inaczej. zapraszam na recenzję ;)
wszystkie pędzle są w plastikowym etui i każdy ma na sobie dodatkowo plastikową osłonkę. bardzo się to przydaje, jednak kilka osłonek w trakcie transportu się pogięło, a co za tym idzie pędzelki też. przede wszystkim ten długaśny (3), ale póki co w malowaniu zupełnie to nie przeszkadza
no i pamiętajcie, że jak chcecie zrobić zakupy z sklepie BPS to jak użyjecie mojego kodu APBQ10 to dostaniecie 10% zniżki!
no i dodam, że robiąc Agnieszce ślubnego frencha (którego Wam ostatnio pokazywałam) używałam pędzelka z numerem 11 ;) takiego skośnie ściętego. idealnie maluje się nim takie frenchowe końcówki :) gdyby ktoś jeszcze nie widział, to to zdobienie możecie zobaczyć TU (klik)
a Wy macie jakieś swoje ulubione pędzelki do zdobień? jak nie to gorąco polecam Wam te! 

wtorek, 24 września 2013

topshop - blitz

obiecałam Wam lakier z topshopu. no i jest. blitz. kolor to różowo-fioletowa śliwka. a właściwie to takie różowe bordo :) w buteleczce widać złotą poświatę, ale na paznokciach zupełnie jej nie ma. wykończenie frost, czyli widać pociągnięcia pędzelka, ale bardzo delikatnie. jednak po pokryciu topem zdecydowanie mniej to widać, a nawet powiedziałabym, że w tym przypadku te ślady zupełnie znikają. nakładałam lakier dość grubymi warstwami, przez co porobiły mi się bąbelki. jednak pojedyncze, a kwik (topcoat) wyrównuje powierzchnię i bąbelki znikają. zdjęcia zrobiłam zaraz po jego nałożeniu, więc jeszcze je trochę widać, ale możecie mi wierzyć, że potem bąbelki jakby wchłaniają się w lakier... i po prostu później już ich nie ma. nie wiem jak to inaczej wytłumaczyć :P 
blitz wysycha dość szybko i mogę powiedzieć, że dobrze trzyma się na paznokciach. mam go już na nich trzeci dzień, ale czuję, że już pora na coś innego :) dlatego zaraz go zmywam . ale nie ma żadnych odprysków. jedynie leciuteńko starte końcówki na niektórych paznokciach.
kupiłam go przed wakacjami jak była promocja w topshopie. bodajże 2 lakiery za 50zł albo za 45... coś takiego. no i chciałam wziąć 2 lakiery holo,  ale przy kasie zmieniłam zdanie i jeden z nich odłożyłam na rzecz tego. i bardzo się z tego cieszę :) zresztą potem i tak dokupiłam pozostałe holo :P
no i pisałam już na fb, ale muszę to napisać i tu, bo mam ten lakier też na stopach. więc mam go na rękach i stopach w tym samym czasie. a to mi się chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło :P to COŚ znaczy :D

światło dzienne, SH miracle cure, 2 warstwy topshop - blitz, topcoat kwik

i na koniec jeszcze 2 zdjęcia bez topu. niestety tu już wyraźniej widać bąbelki. i  pociągnięcia pędzelka są nieco bardziej wyraźne. ale i tak nie przeszkadzają, a lakier ładnie błyszczy sam z siebie :)
co o nim sądzicie? :) dla mnie jest piękny. mieniąca się ślicznota. no i jest taki jakiś... szykowny (?). i w końcu wygrał w topshopie z jednym z lakierów holo :D
no i te słodkie butelki z nakrętką w kropki!

niedziela, 22 września 2013

paznokcie ślubne

dziś pokażę Wam paznokcie mojej koleżanki, które zrobiłam jej na ślub. jej własny :) stresowałam się, no bo to w końcu ŚLUB. wszystko musiało być idealne. starałam się jak mogłam, a efekt końcowy macie poniżej. zdjęć mało, bo przyszli (a raczej już obecni, bo ślub odbył się w sobotę :) ) małżonkowie mieli zaraz wyjeżdżać. paznokcie robiłam Agnieszce w środę wieczorem, więc mam nadzieję, że dotrwały do tego ważnego dnia, w końcu starałam się je tak zabezpieczyć, żeby wytrzymały ;) i muszę przyznać, że bardzo przyjemnie mi się je malowało. tylko trochę się denerwowałam :P
dodam, że użyłam do malowania pędzelków z Born Pretty Store, które wybrałam sobie u nich do testowania. nie używałam wszystkich, tylko dwóch czy trzech, ale muszę przyznać, że są bardzo wygodne i porządnie wykonane. jeszcze zrobię niedługo ich osobną recenzję, ale gdyby ktoś chciał je zobaczyć już teraz, można je kupić TU (klik) w dziale nail art sklepu Born Pretty. i dodam jeszcze, że robiąc zakupy w sklepie Born Pretty Store używając mojego kodu APBQ10 dostaniecie 10% zniżki :)

zdjęcia niestety są jakie są, ale światło kuchenne w akademiku i późna pora nie bardzo nam sprzyjały. mam nadzieję, że przymkniecie na to oko :)
i na koniec pokażę Wam jeszcze to co w sumie przygotowałam ćwicząc w domu przed paznokciami Agnieszki. z braku próbników ćwiczyłam na sobie :D wybaczcie te poobgryzane skórki, ale niestety to taki mój zły nawyk, który uaktywnia się jak się denerwuję...
użyte lakiery:
- biały claire's 48704
- srebrny essie no place like chrome (który pokazywałam Wam kiedyś jako tło dla viperowej ruletki O TU (klik))
- transparentny rimmel french lingerie (który był TU (klik))

i co myślicie o takich pazurkach? :) nieskromnie powiem, że bardzo podoba mi się efekt końcowy, chociaż na co dzień french mi zupełnie nie odpowiada. jednak na ślub moim zdaniem jak najbardziej pasuje. zresztą wystarczy wpisać w googlach "paznokcie ślubne" ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...