to mój pierwszy lakier firmy ingrid i do tej pory widziałam je tylko w drogerii jasmin. tam też kupiłam ten egzemplarz. numer 399 to zielony krem, kryjący przy dwóch warstwach. wysycha w całkiem dobrym tempie, co nawet czasem utrudnia malowanie, więc nie bardzo jest czas na poprawki. ale to co zauroczyło mnie w tym lakierze to kolor. w rzeczywistości jest nieco bardziej zielony, taki niespotykany. i mimo, że teraz mam bardziej hm... brokatowy okres :P to ten kolor skłonił mnie do nałożenia na paznokcie kremu (choć jakoś w buteleczce chyba podobał mi się bardziej :P). no ale jest dość wesoły, więc pomaga mi przetrwać zimę. dobrze że chociaż nie ma śniegu :D
wczoraj miało być zdobienie na projekt kreuj ciąg dalszy, ale najzwyczajniej się nie wyrobiłam i nie powstało. choć pomysł mam i to świąteczny :P więc może jeszcze przed świętami zrobię to co wymyśliłam ;)
światło dzienne, paese utwardzacz z żelazem, 2 warstwy ingrid love story 399, bez topcoatu
podoba Wam się? czy jesień/zima to według Was czas na smutasy na paznokciach? czernie, szarości, beże, itp, itd? :P




