czwartek, 7 lutego 2013

Bell air flow - 11

na dziś mam dla Was coś, co można nazwać klasyką - czerwień. jednak nie jest to zwyczajna czerwień. lakier firmy bell z serii air flow (lotus effect) z numerem 11 jest piękną kremową czerwienią. jest kremowy, jeśli chodzi o wykończenie ale także w przypadku koloru. jest trochę jaśniejszy, niż taka tradycyjna czerwień. nie wpada w pomarańcz, ani w koral. jest po prostu czerwony, tylko taki jakby delikatniejszy, niż klasyczny czerwony.
kupiłam go w biedronce. i nie wiem dlaczego często dziewczyny na blogach narzekają, że te lakiery nie mają numerów... przecież numer jest w dwóch miejscach na kartonowym opakowaniu, w które jest zapakowany.
ale mniejsza o to. co do aplikacji to lakier jest dość rzadki, jednak właściwie do krycia wystarczy jedna warstwa (jeśli nie drażnią Was drobne prześwity i uwidoczniona tekstura paznokcia). jednak, żeby pięknie błyszczał bez topa potrzebne są dwie warstwy. no i jeszcze jeden plus: bardzo szybko wysycha :)
tu mój aparat trochę przesadził, bo tekstura paznokcia przy jednej warstwie nie była aż tak bardzo widoczna. zresztą bazą jak zawsze był nail tek, który nieco wyrównuje płytkę paznokcia, czego tu nie widać :P ale w rzeczywistości nie wyglądało to aż tak hm... dramatycznie ;) więc jeśli gdzieś się spieszycie można spokojnie zostawić jedną warstwę.
jedna warstwa bell air flow 11
ale ja i tak nałożyłam drugą warstwę (zdjęcia bez topa, wszystkie w świetle dziennym):
a tu bell air flow 11 z flormarem 321 (moją jak dotąd idealną czerwienią)

podoba Wam się taka kremowa wersja czerwieni? :)


chciałam jeszcze tylko wspomnieć o tym, że niedługo zamierzam wrzucić tu trochę walentynkowych inspiracji. i to taka mała zapowiedź ;)


pozdrawiam i zapraszam ponownie :)

poniedziałek, 4 lutego 2013

morskie bąbelki

deep in her eyes z sephory nie mógł pozostać na moich paznokciach długo. po pierwsze dosłownie, bo zaczął odpryskiwać już następnego dnia. ale może to przez to, że mam teraz dłuższe paznokcie. w każdym razie za ten kolor mu to wybaczę. po drugie nie mógł zostać na paznokciach sam. musiałam na nim coś zrobić (tym bardziej, że teraz sesja). i padło na kropeczki zrobione inglotem 321 (to taki metaliczny turkus wpadający bardziej w niebieski). jest dość rzadki i nieco transparentny, dlatego efekt jest taki jakby rozmyty, szczególnie w przypadku niektórych kropek. nie wiem jak Wam, ale mnie ten wzór kojarzy się z bąbelkami ulatującymi z dna oceanu,  czy czymś takim ;)
zdjęć jest bardzo dużo, bo deep in her eyes z sephory wygląda zupełnie inaczej w każdym oświetleniu. pierwsze 4 zdjęcia z lampą, przy sztucznym świetle
ah, te próby maskowania odprysku ;) ale później już się poddałam (światło dzienne)
wiem, że brzydko to wygląda, dlatego na koniec jeszcze jedno zdjęcie - tym razem przy sztucznym świetle (żeby nie zapadł Wam w pamięć tylko ten brzydki odprysk na palcu wskazującym ;) )
kropki zrobiłam sondą, ale kiedyś wykorzystywałam w tym celu stare wsuwki do włosów o zaokrąglonych końcach ;) jak to się mówi - dla chcącego nic trudnego.

podoba Wam się taki wzór? z czym Wam się kojarzy?
zapraszam ponownie. no i komentujcie! każdy komentarz niezmiernie mnie cieszy :)


a i zapomniałabym! mój blog został dodany do listy Polskich Lakieromaniaczek O TU!!! (klik), z czego bardzo bardzo się cieszę :) i w końcu czuję, że nie jestem sama ;)

sobota, 2 lutego 2013

sephora - 49 deep in her eyes

dziś pokażę Wam lakier z sephory - deep in her eyes (nr 49). ostatnio kupiłam ten lakier na allegro (razem z duochromem 67 moody woman, który też niedługo pokażę). była normalna licytacja i moja oferta wygrała. zapłaciłam za te 2 cudeńka razem z przesyłką niecałe 15 zł! a te lakiery w sephorach są po 19zł. więc myślę, że to świetny interes ;)
bardziej z tej dwójki urzekł mnie moody wooman, jednak po pomalowaniu paznokci, deep in her eyes dosłownie mnie oczarował. to połączenie fioletu i granatu (blurple!) z shimmerem (jak dla mnie także niebiesko fioletowym). jest to blurple, ale taki jakby bardziej skłaniający się w stronę fioletu. ale to zależy od światła. a ja i tak kocham wszelkie połączenia fioletu i niebieskiego (nieważne czy któryś przeważa). ale pozatym, że ten lakier jest wyjątkowy. metaliczny, taki jakby stalowy. i do tego jakby przydymiony, czy przygaszony. nie wysycha do pełnego połysku i to też bardzo mi się w nim podoba. czasami lekko widać pociągnięcia pędzelka, ale trzeba się bardzo dobrze przyjrzeć, żeby do to zobaczyć. co do spraw technicznych to wysycha dość szybko i do ładnego krycia potrzebuje 2 warstw. a teraz zdjęcia! dużo zdjęć ;) na wszystkich zdjęciach 2 warstwy lakieru, bez topa. wszystkie zdjęcie poza jednym zrobione w świetle dziennym
zdjęcie z lampą

śliczności!

a Wam jak się podoba?


jak zawsze zachęcam do komentowania! i zapraszam ponownie :)

wtorek, 29 stycznia 2013

wibo futura - nr 4

a miało być tak pięknie... tzn nie, tak naprawdę nie narzekam. ten lakier jednak nie jest taki zły ;) mowa o brokatowym lakierze wibo (o numerze 4) z serii futura. choć miałam nadzieję, że będzie to brokat, który można nosić solo, to niestety nadaje się on tylko do layeringu. to czego na początku nie widać za bardzo w buteleczce, a co objawiło się przy pierwszym testowaniu w domu, to czarny mikro brokat. na początku bardzo mi się nie podobał i kojarzył w pewnym sensie z czymś brudnym, to po dłuższym czasie i ponoszeniu trochę na paznokciach - stwierdzam, że zupełnie mi on nie przeszkadza. w wibo futura nr 4 znajduje się 5 różnych rodzajów brokatu (większe - 2 rodzaje różowego + 1 holo i mniejsze - turkusowy holo + czarny mikro). naprawdę fajnie prezentuje się jak jest dużo brokatu, czyli w tym przypadku dużo warstw. jednak lakier ma pewną wadę - jest bardzo gęsty. i przy za grubych warstwach robi... tak! bąble. ale przy brokacie i tu jeszcze tym mikroskopijnym czarnym tak tego nie widać i jestem w stanie mu to wybaczyć :)
na serdecznym palcu mam 2 grube warstwy (z bąblami pomiędzy ;) ), na pozostałych - 2 cienkie. za bazę robi w7 matt green z poprzedniego posta.
mówiłam, że w buteleczce prawie nie widać tego czarnego? nawet na zdjęciu takiej wielkości

mimo małych wad tego lakieru, myślę jednak, że wygląda dość oryginalnie i jest dosyć niespotykany (między innymi właśnie przez ten mikro brokat), szkoda tylko, że jest typowym lakierem do layeringu.



pozdrawiam i jak zawsze zachęcam do komentowania i ponownego zaglądania ;)

niedziela, 27 stycznia 2013

w7 - Matt Green (problematyczna zieleń)

heja!
na dziś mam dla Was lakier firmy w7, który w wakacje udało mi się kupić w tk maxxie. chodziłam koło niego dość długo, ale w końcu stwierdziłam, że musi być mój, tym bardziej, że bardzo lubię wszelkiego rodzaju zielenie i morskie lakiery. ten jest wyjątkowym dziwakiem. już jeśli chodzi o kolor. niby nazywa się "matt green" i matowy niby jest, ale zielony hm... to już zależy od światła, bo przy sztucznym oświetleniu widać w nim właśnie to w czym się zakochałam, czyli taki morski odcień. natomiast w świetle dziennym naprawdę jest trochę zielony. tylko, że niestety nijak nie umiałam tego uchwycić na zdjęciach (a wierzcie mi - próbowałam wszystkiego). ale mimo wszystko jest to moim zdaniem morski.
poza tym do minusów tego lakieru można zaliczyć to, że bardzo trudno jest go nałożyć równo, bo bardzo szybko wysycha. do pełnego krycia potrzeba 3 cieńszych lub 2 grubszych warstw (jednak przy grubszych robi bąbelki). Na zdjęciach 3 warstwy
myślę, że akurat ten lakier wiele traci, gdy jest matowy, dlatego pokryłam go top coatem
a tutaj jeszcze, jak wygląda naturalnie oraz z topem:
palec wskazujący i serdeczny matt green z topem, środkowy i mały - bez topa
i jeszcze porównanie z No Mambo Jambo z h&mu:
palec wskazujący i serdeczny - w7 matt green, środkowy i mały - h&m no mambo jambo
chociaż oba lakiery mają shimmer, to w no mambo jambo jest on zdecydowanie bardziej widoczny. no i matt green jest zdecydowanie bardziej zielony, w no mambo jambo można też dostrzec niebieskie tony. do krycia matt green potrzebuje 3 warstw, a no mambo jambo - 2.

trzymajcie się i zapraszam ponownie ;)

czwartek, 24 stycznia 2013

sensique - 251 sea breeze

na dzisiaj mam dla Was sensique - sea breeze (o numerze 251). lakier ten pochodzi z letniej kolekcji sensique z 2011 roku. ja jednak upolowałam go latem 2012 na wyprzedaży w Naturze. był jeden jedyny i bardzo się cieszę, że go wzięłam, bo jestem z niego mega zadowolona. i choć wszyscy zawsze określają ten kolor jako błękit albo kolor nieba, dla mnie ma on bardzo dużo fioletowych tonów. tak dużo, że moim zdaniem jest to blurple. coś pomiędzy niebieskim a fioletem. uwielbiam ten kolor.
co do spraw technicznych: nakłada się go bardzo dobrze, mimo, że to pastel. właściwie nie smuży. do krycia potrzebne 2 warstwy. u mnie bez żadnych odprysków i praktycznie bez ścierania końcówek, trzymał się 4 dni. ma też bardzo delikatny shimmer, ale na paznokciach praktycznie w ogóle go nie widać.
zdjęć jest dużo, bo chciałam uchwycić ten piękny kolor. i myślę, że chyba mi się to udało ;)
w buteleczce shimmer jest widoczny:
a na paznokciach prawie go nie widać. trzeba się bardzo dobrze przyjrzeć

czy to jest Waszym zdaniem błękit? i tylko ja widzę w nim fiolet (?)

pozdrawiam i zachęcam gorąco do komentowania!! ;)

sobota, 19 stycznia 2013

morski manicure

hej! dzisiaj pokażę Wam manicure, który powstał już jakiś czas temu na imprezę tematyczną, której tematem było morze. no i co jak co, ale paznokcie musiały być w temacie. tak więc kombinowałam i tak oto powstało to:


tu już po paru dobrych dniach noszenia, więc końcówki trochę "zjechane"

a tu są lakiery, których użyłam:
miyo - 100 artistic way, essence topper  - 10 glorious aquarius, h&m - blue bliss
na zdjęciach są dwie warstwy miyo. i na tym po jednej warstwie glorious aquarius i blue bliss.
artistic way to przybrudzony morski. kryje dobrze, ale ja i tak nałożyłam 2 warstwy. na paznokciach jest nieco ciemniejszy, niż w buteleczce.
natomiast co to blue bliss, to muszę powiedzieć, że na początku bardzo mnie rozczarował. jak go zobaczyłam będąc w h&mie, to od razu wiedziałam, że muszę go mieć. niebieska bardzo przejrzysta baza, w której jest zatopiony brokat holo (i wydaje mi się, że też niebiesko-granatowy taki jakby przejrzysty holo) i mikro drobinki także holo. oczywiście nie przyszło mi do głowy, żeby go otworzyć i zobaczyć jak wygląda na pędzelku, co przy brokatach często bardzo ułatwia sprawę, bo od razu widać ile brokatu nabiera się na pędzelek i jak wygląda lakier. zresztą w h&mie sprawdzenie lakieru jest trochę utrudnione przez to, że lakiery są w plastikowych torebeczkach. no ale ten lakier wzięłam bez zawahania i zastanawiania zachwycona kolorem i tym, jak cudownie będzie wyglądał na paznokciach. ale jak dotarłam do domu i pomalowałam nim paznokieć, czar prysł. nawet kilka grubych warstw nie zapewnia krycia. paznokieć wygląda jedynie jakby był siny, przez niebieską bazę. obraziłam się na niego i go nie używałam, aż do czasu morskiej imprezy. do layeringu jest super. ślicznie się mieni. na niebieskich, zielonych i czarnych lakierach będzie wyglądał super, na innych kolorach - muszę jeszcze przetestować. ale tak oto przeprosiłam się z blue bliss. tylko teraz, jak kupuję brokat, to już zawsze sprawdzam jak wygląda lakier na pędzelku.


pozdrawiam i zapraszam ponownie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...